Opuszczone budynki, imprezy, gry i wiele innych...
  • Relacja z I wypadu do Czarnobyla
  • Relacja z II wypadu do Czarnobyla.
jtemplate.ru - free Joomla templates

Ukraina - Kijów - Czarnobyl - Prypeć


Nikomu z domu nie powiedziałem, że wybieram się tam. Wstałem rano w czwartek 11 czerwca, a było wtedy święto Boże Ciało i przygotowałem sobie kanapki na podróż. Rowerem dojechałem w chłodny poranek do stacji PKP w Łaskarzewie na pociąg. Stamtąd do Warszawy, a tam przesiadka do Krakowa. Byłem w wielkiej panice, bo pierwszy raz podróżowałem pociągiem. Liczyłem tylko na to, że pociągi będą punktualne, bo gdyby nie to Czarnobyl przeszedłby mi koło nosa...

Jednak udało mi się na Dworcu Wschodnim zrobić bez problemu przesiadkę i w międzyczasie kupić najnowszy numer CD-Action, w którym była zapowiedziana najnowsza część S.T.A.L.E.R.: Zew Prypeci. Wiedziałem, że w pociągu miało jechać dwóch uczestników Czarnobyl Tour. Jednak jak się w praktyce okazało, jechali ale nie o tej godzinie. Miałem wypatrywać wysokiego gościa z blizną na twarzy. Siedzę w pociągu i patrzę po korytarzu. Idze gość z wielką szramą na twarzy, więc go zapytałem, czy jedzie do Krakowa i w celach turystycznych. On odparł, że tak, ale nie był on uczestnikiem wyprawy. Trudno, jednak nawiązałem kontakt i prawie do samego Krakowa. Dziwne, bo gość mnie od razu zapytał o imię i nazwisko, datę urodzenia. Okazało się, że koleś pasjonuje się numerologią i trafnie wyczytał mój charakter bez szczegółowej rozmowy ze mną wcześniej. Otworzył oczy szeroko, gdy z daty urodzenia wyczytał liczbę 44 i powiedział, że długi czas na ziemi nie pojawi się 44 o takim charakterze jak ja. Co szczególnego wyczytał, nie zdradzę, a jeśli chcesz wiedzieć, co naprawdę wyczytał, to mnie poznaj osobiście. Wszystko się zgadza perfekcyjnie. Dotarłem wreszcie go Krakowa. Wiele osób twierdzi, że to najpiękniejsze miasto w Polsce. Mnie się nie spodobało tylko dlatego, że wszystko było pozamykane, no cóż, Boże Ciało. Gdy wyszedłem z pociągu nie wiedziałem, gdzie mam się udać i poszedłem w losową stronę, jak się okazało, to była przeciwna strona do Wawelu. Całe szczęście, że gdzie miasto, tam są i żule. Nawet ich nie trzeba prosić o pomoc, bo sami podejdą i za 2zł wskażą prawidłową drogę. Po drodze napotkałem kantor i chciałem wymienić ojczystą walutę na hrywnę, jednak kantor nie posiadał owej waluty. W kantorze pamiętam tylko Rumunów targujących się o kilka złotych. Gdy dotarłem pod sukiennice, zadzwoniłem do gości, których imion nie pamiętam. Trochę było zamieszania ze spotkaniem, bo ja Krakowa nie znałem wcześniej, a obiekty które powinien znać każdy Polak, poznawałem tylko z domysłów i z wiedzy zapamiętanej z podstawówki i z opowiadań osób, które chwaliły mi się, jak to pięknie jest w Krakowie. Grunt, że się spotkałem z dwoma kolesiami pod sukiennicami, tymi z którymi miałem się spotkać w pociągu do Krakowa. Oni mieli kontakt do kilku innych uczestników wyprawy i z nimi też mieliśmy się spotkać, co było też po części problemem, jednak po dłuższym, czasie umówiliśmy się na konkretnym peronie i było po kłopocie. Dalej już tylko oczekiwanie na godzinę spotkania, a podczas tego oczekiwania piwko w barze. Na głównym rynku Krakowa piwo było zajebiście drogie. I kolega Darek zaprowadził nas do knajpy, w której często bywał na koncertach i piwo przede wszystkim nie kosztowało majątku. W barze kto mógł, to pił i rozmawialiśmy o tym skąd kto jest, kto ma jaki sprzęt do fotografowania, o liczniku Geigera,

jeden drugiego zaczął później zjebywać za to, że się na forum nie odezwał itp. Mnie też się dostało, bo starałem się odezwać do każdego, kto do mnie napisał, jednak o kimś przez przypadek zapomniałem.

O kimś, z kim kontakt utrzymuję do tej pory. W barze dołączył do nas jeszcze jeden facet i po jakimś czasie ruszyliśmy na dworzec szukać swojego autobusu. Troszkę osób już czekało. Zgłosiliśmy się na listę, a po jakimś czasie zajęliśmy miejsca w autokarze. Podróż płynęła, w dosłownym znaczeniu tego słowa. Mimo że nikt z nas nie znał się wcześniej , to była okazja na nawiązanie nowych i co dla niektórych trwałych kontaktów. Granicę przekraczaliśmy w nocy. Poinformowano nas, abyśmy przestawili swoje zegarki o godzinę. Gdybyśmy jechali zimą do nich, to przestawienie godziny nie byłoby konieczne, bo Ukraińcy nie mają zmiany czasu z zimowego na letni. Na granicy w kantorze wymieniliśmy pieniądze na hrywny i dolary, dla mnie kupno 5 dolarów było nieopłacalne, bo rąbnąłem się kupując pamiątkę. Na jednym z bloogów uczestników wyprawy czytałem, że organizatorzy na granicy płacom ukraińskim celnikom tak zwaną opłatę na tradycję, ja nie jestem pewien, czy taka opłata istnieje, ale znając tamten kraj wiem, że wszystko w nim możliwe. Będąc pierwszy raz za granicą doznałem szoku, gdy zobaczyłem ceny na stacji benzynowej,

Wydawało mi się wszystko drogo, ale po przeliczeniu na naszą kasę i tak wszystko bardzo się opłaca. Po długiej podróży dotarliśmy do Kijowa. Alkohol trochę zamącił mi w głowie i wiem, że coś zwiedzaliśmy, kupiłem sobie pamiątkę.

Jechaliśmy czymś w rodzaju kolejki górskiej, jedliśmy obiad w „Pyzatej Chacie”. Dość ważnym elementem zwiedzania Kijowa, było odwiedzenie muzeum katastrofy czarnobylskiej. W muzeum można było robić zdjęcia i narobiłem ich całe mnóstwo. Niby nic, ale przewodnik mówiący w języku ukraińskim, półmrok, fakty i eksponaty nastroiły mnie bardzo poważnie. Z niektórymi informacjami, nie spotkałem się nawet w książkach. Część eksponatów była dostępna nawet do dotykania, można było nawet sobie zrobić z tym zdjęcie.

Wspomnę też o interesującym obrazie Jezusa w szacie naukowca i w białej czapce na głowie. Za swymi plecami miał sarkofag reaktora nr 4, a przy kieszonce na piersi, znajdował się czujnik od archaicznego urządzenia mierzącego promieniowanie. Widać, że Czarnobyl potrafił wpłynąć na jakiegoś malarza i zainspirować go do stworzenia tego obrazu.

Na podłodze w największym pomieszczeniu, stałem na czymś dziwnym, jednak dopiero w domu uświadomiłem sobie, że to była podłoga odwzorowana, zbudowana z prętów, które chłodziły reaktor. Po zwiedzaniu muzeum udaliśmy się obejrzeć nasz hostel. Po drodze zaczepiłem grupę kitajców i pyknąłem z nimi fotkę.

Pokoje były stare, ale czyste. Czułem w nich nutkę nostalgii, moja babcia ma taką samą kapę, jakie były na łóżkach w tym pokoju. Jedni uczestnicy mieli bonusową atrakcję w swojej łazience, smaczny i pachnący grzyb na ścianie.

Gdy wybraliśmy swoje prycze, uderzyliśmy na miasto. Nie byliśmy jeszcze świadomi, że za ścianami hotelu może się na nas czaić śmiertelne niebezpieczeństwo. Ręce opatrzności Bożej miały nas jednak w swojej opiece. Spacerując sobie spokojnie po ulicach, naszliśmy na miejscowych i próbowaliśmy coś nawijać do nich po rusku, jednak miłe panie wyczuły, że my z Polski i mogliśmy sobie pospikać w rodowitym języku. Wskazały nam drogę do Majdanu, ale nie dały się zaprosić na kawę do siebie do domu. Trolejbusem dojechaliśmy do Majdanu, tam zagadaliśmy do miejscowej rebjaty, kupiliśmy wódeczkę i rozpiliśmy przy fontannie, czujecie to uczucie gdy w centrum miasta można się napić gorzały nawet przy funkcjonariuszu milicji? Potem się rozeszliśmy, a my udaliśmy coś skonsumować do makdonalda, dosiedliśmy się do jakiegoś gościa i on się spytał czy my z polski, bo jak tak, to może nas zaprowadzić do koleżanki, która mówi dobrze po polsku… a może to było przed piciem na fontannie? Bardzo możliwe. Znaleźliśmy się też w jakichś podziemiach, a tam rozmawialiśmy z młodzieżą, która szukała zaczepki z nimi. Doszliśmy jednak do porozumienia, bo wkręciliśmy im kit, że wyślemy im zaproszenia, aby mogli dostać wizę do naszego kraju. Miałem pełne kieszenie kartek z adresami, a telefon miał bardzo dużo kontaktów od Ukraińców, którzy się chcieli dostać do Polski. My z Polski do Ukrainy możemy przejechać bezproblemowo, jednak oni do nas muszą mieć wizę, a zdobyć ją, to nie taka prosta sprawa. W każdym bądź razie z wrogów zrobili się towarzysze, przyjaciele. Mam nawet fotki z nimi, jak się trzymamy za bary. Sielankę z nowymi przyjaciółmi przerwała nam siostra jednego z towarzyszy. Powiedziała, że jej brat siedział w pace i teraz jest ok., ale potrafi mu coś odbić i tak z niczego może dać komuś w mordę, jak mu się zachce. Więc powoli się oddaliliśmy. Nawet nie zdążyliśmy wyjść z podziemi, a już nas zatrzymała milicja. Stwarzała pozory, że nie mamy wizy i jesteśmy nielegalnie w kraju, bo koledzy zostawili paszporty w hotelu, a mój był w kieszeni koszuli i sami go sobie wzięli. Kumpel Adam, który sporo jeździ po świecie, wiza jednego milicjanta na bok, a po chwili wrócił i powiedział: „Panowie, zrzuta po 20 hrywien zapłaciłem za nas”. Milicjanci się ukłonili i ruszyliśmy dalej. Mieliśmy drugą kontrolę, jednak paszport już schowałem. Ci nasz przeszukali i prosili o paszport, ja mi dałem dowód osobisty i milicjanci, byli zdziwieni co to jest? Ja im tłumaczę, że to: „udostowierjenie licności”. U nich jest to książeczka, taka jak u nas za komuny. Tu się obeszło bez łapówki. Zorientowaliśmy się, że milicja doczepia się do nas, gdy mówimy po polsku. Obok trzeciego patrolu przeszliśmy milcząc, tylko wymieniając spojrzenia. Po drodze zaszliśmy na pizzę. Po niej zaczęliśmy wracać do hotelu bez skutku. Całe szczęście, że Kijów, to miasto cywilizowane i do hotelu wróciliśmy taksówką. Pamiętam, jak doczłapałem się do pokoju. Obudziłem się następnego dnia na podłodze. Część przygody, której nie zapomnę do końca życia, mam już za sobą. W hotelu rankiem zjedliśmy śniadanko, choć kto zjadł, to zjadł. Mnie do smaku nie było. Jednak organizatorzy wystraszeni, chodzili jak opętani. Dowiedzieliśmy się, że brakuje w naszej grupie jednej osoby. Nie wrócił na noc do hotelu. Musieliśmy jednak kontynuować. Do Zony wyruszyliśmy autokarem, którym przyjechaliśmy z Polski. Podróż nie wiem, ile trwała, bo przekimałem większość trasy. Dopiero otworzyłem oczy, gdy przewodnik, który doskonale mówił po polsku, że Zona tuż tuż. Nawet gdyby nie zapowiedział tego faktu, to moglibyśmy sami się zorientować, bo domy w pobliskich miasteczkach, stały się nagle podobne do tych w Prypeci, tylko zamieszkałe i stan dróg zmienił się ze złych - w fatalny. Zatrzymaliśmy się na pustkowiu przed rozwidleniem dróg, aby każdy mógł sobie strzelić fotografię z niebieskim znakiem, który nakazywał jechać prosto, aby dojechać do miejscowości Czarnobyl.

W tym miejscu zrobiliśmy sobie całą grupą zdjęcie upamiętniające nasz Czarnobyl Tour 11-14.06.2009. W tym miejscu na ulicach nie było wzmożonego ruchu. Wyraźnie odczuliśmy jego brak. Przejechała dopiero po jakimś czasie jedna Łada. I ruszyliśmy dalej, a ja w sen. Aby wjechać do zony, trzeba przejechać przez trzy punkty kontrolne, zwane potocznie checkpointami. Na nich są przeprowadzane formalności przy wjeździe i wyjeździe. Tym zajmowali się organizatorzy. Chyba na drugim dano nam do podpisania oświadczenia, że nie ponosimy odpowiedzialności za siebie, gdyby nam się coś stało lub gdybyśmy coś ze sobą wywieźli i to coś uaktywniłoby się w naszym organizmie po kilku latach. A jednak cwaniacy Ci Ukraińcy, zabezpieczają się przed masowymi pozwami do sądu o odszkodowania zdrowotne. Jedziemy dalej i głos przewodnika przerwał nasze rozmowy, że po prawej stronie widać bok reaktora numer 4.

Wszyscy sięgnęli po aparaty. Mówił, abyśmy włączyli nasze radiometry i sprawdzili poziom promieniowania. Wzrósł o parę razy. W takim momencie rytm uderzeń serca rośnie z każdą sekundą. Od tego momentu przewodnik nie zamykał ust, cały czas nawijał i to w bardzo ciekawy sposób. Na ostatnim checkpoincie zatrzymaliśmy się na chwilę. Od tego punktu w lewą i w prawą stronę, wzdłuż linii miasteczka Prypeć biegł drut kolczasty. Po krótkim czasie wjechaliśmy w głąb miasta. Jechaliśmy do centrum tą samą drogą, którą się idzie w stalkerze zaczynając epizod w Prypeci. Ale nawiązanie co? Jednak nici z tego, że udało się nam dostrzec zmutowanego dzika, snorka, czy jakiegoś stalkera szukającego artefaktów poza nami. Gdy autokar dojeżdżał do centrum powiedziano nam, że nie wolno: stawiać sprzętu zebranego ze sobą na czymkolwiek, a szczególnie na mchu, po którym też nie mogliśmy chodzić, paradować z dużą częścią odsłoniętego ciała, wchodzić na wieżowiec i do przedszkola. Dodam od siebie, że nikt nas nie ścigał, gdy ktoś tego nie przestrzegał. Dojechaliśmy do centrum i wyszliśmy na powietrze. Dostaliśmy jeszcze kilka rad, ale kto tam słuchał, gdy mieliśmy tylko 2h czasu na zwiedzanie. Podzieliliśmy się na małe grupki i każdy ruszył w swoja stronę. Z początku doznaliśmy szoku, bo niby znało się wszystkie lokacje z fotografii przeglądanych w Internecie i poniekąd ze stalkera, to wszystko na żywo było inne i bardziej szare. Więc ruszyliśmy byle gdzie, opierając się o załączoną do podróży mapy, gdzie były zaznaczone lokacje, które wypadałoby zobaczyć. Pierwszym obiektem był market, który miał zostać otwarty 1 maja 1986r. jednak wysiedlenie ludzi z Prypeci po wybuchu miało miejsce 27 kwietnia. Otwarcie luksusowego marketu, nie miało miejsca w przeszłości. Dostaliśmy się do jego środka za pomocą przedniej szklanej szyby, po której nie było ani śladu. W wielkiej przestrzeni sklepowej było wszystko.

Butelki, książki, wózki na zakupy, a nawet paleciak. Wyszliśmy przez łazienkę, w której było zbite lustro i porozwalana ceramika.

W drugim budynku znajdował się na ścianie zegar, który stał w miejscu, a jego wskazówkami zdążyła się zapewne bawić spora ilość turystów. Szkoda, że mapa gdzieś przepadła, ruszyliśmy w bloki po terenach mało atrakcyjnych. Wszedłem z dwoma osobami do bloku mieszkalnego, po drodze mijając kupę blachy, którą sfotografowałem nie myśląc o tym, co to jest. Dopiero kilka miesięcy po wyprawie przez przypadek natrafiłem na zdjęcia z przed 15 lat i to był wielki, kolorowy, metalowy szyld.

Jednak czas przerobił go na kupę zardzewiałego żelastwa. Wchodzę do bloku, jak gdyby nigdy nic z kompanami i widzę skrzynki pocztowe, do których nikt już nie napisze, klatki schodowe, na których nikt nie będzie zamiatał.

Wchodzę do losowych mieszkań, zapewne byłych pracowników elektrowni atomowej im. W. Lenina. Widzę tylko puste pokoje, a w nich czasem jakiś połamany mebel.

Nie ma śladu po całym dorobku mieszkańców. Na jednym z pięter stał stół, a na nim trzy puste butelki po gorzałce ułożone w kształcie piramidki.

Widać jacyś inni turyści byli tu przed nami. Wdrapaliśmy się na najwyższe piętro i spojrzeliśmy na horyzont za oknem, jednak ten, zakrywały nam czubki brzóz.

Zeszliśmy na dół i ruszyliśmy aleją, na której minęliśmy starodawny autobus z zagranicznymi turystami. Ci nie chodzili sami, tylko przyjechali objazdowo. W oddali widzieliśmy, jak ten autobus miał problem z przejazdem, bo na drodze leżała ogromna gałąź. My, aby znaleźć punkt odniesienia, postanowiliśmy  wdrapać się ponownie na blok, aby zobaczyć, gdzie jesteśmy. Znów marsz po schodach i po blaszanej drabince na dach bloku mieszkalnego. Na szczycie widok przerażający. Miasto liczące niegdyś 50 tys. mieszkańców, dziś przeplata się z dziką przyrodą. Wyglądało to tak, jakby ktoś chciał wielkim lesie zbudować swoje miasto, przy tym nie wycinając więcej niż 20% drzew.

W oddali widać było tylko sarkofag i szare puste niebo. Na ziemi pomiędzy blokami, od otoczenia wyróżniał się tylko diabelski młyn z wesołego miasteczka.

To właśnie on tył naszym następnym punktem. Czy wiecie, że jeśli mam się spotkać z jakąś osobą w nieznanym mi mieście, to zawsze na miejsce spotkania obieram kościół? Bo to kościół najczęściej widać już z oddali i nie sposób go pomylić z inną budowlą. Jest też miejscem kultu i sprawuje znaczącą funkcję już od zarania dziejów w historii miasteczka. Na Ukrainie w tym przypadku byłaby to cerkiew. Jednak to miasto nie miało długiej historii i zostało zbudowane w roku 1970 na potrzeby pracowników elektrowni. Są to czasy rządów komunistycznych i zabronione było budowanie obiektów sakralnych, bo było to sprzeczne z ideami głoszonymi przez czerwonych. Ludzie zamiast Panem Bogiem, byli karmieni rozrywką. Dlatego miejscem, które wyróżniało się od wszystkiego był owy diabelski młyn , a nie miejsce kultu. Dotarliśmy tam bez większych problemów i przy okazji spotkaliśmy inną grupkę. Diabelski młyn to ogromna metalowa kolorowa zabawka, która już nie cieszy oczu, lecz przeraża. Niby kolory młyna są intensywne, ale podchodząc bliżej, widać rdzę i próchno drewnianych podestów.

Licznik Geigera spokojny jakiś, nawet przy mchu nie wariuje. Starałem popędzać grupę, aby ruszyli dalej. Sam wyruszyłem w stronę samochodzików i po jakimś czasie ktoś do mnie podszedł z licznikiem, a ten zaczął szaleć i pokazywać dawkę promieniowania przekraczającą normę. Usłyszało mi się przestrogę od towarzysza, abym się tak śmiało nie zapuszczał w to miejsce, bo wpadnę na anomalię. Nie chodzi już o robienie sobie jaj ze stalkera, ale o bezpieczeństwo zdrowotne, bo narażałem swe ciało na efekt szkodliwego promieniowania, a to nie jest już tak zabawne.

Reszta grupy doszła, a ja znowu ich popędzałem, jak tylko mogłem, a oni nie słuchali, więc wkurzyłem się i poszedłem sam do domu kultury, jak wspomniałem wcześniej rozrywka była tu czymś w rodzaju kultu, kładziono największy nacisk na to, co ludzkie. Po drodze do tego domu, zobaczyłem zabawkową rakietę z drewna oklejoną szarym papierem. Miała ona na sobie napis CCCP i czerwoną gwiazdę.

W tym mieście komuna trwa nadal. Dom kultury "Energetyk" był bardzo ogromny i składał się z bardzo wielu segmentów. Było tam mnóstwo książek, malowideł na ścianach, zabawek, instrumentów muzycznych. W jednej sali znajdowała się scena i jakieś dość świeże kartki, tylko pogniecione były w miejscu sceny.

Przyznam, że w tamtym miejscu odrobinę było czuć stęchliznę. W innym znów pomieszczeniu napotkałem grupkę, z którą podyskutowałem trochę i zgadywałem, co mogło być w jednym z pokoi. Obstawiałem, że to był ring i miałem rację.

Z jednej ze ścian zabrałem kawałek płyty na pamiątkę. Szkoda, że za słabo napromieniowana i nie świeci w nocy. Na piętrze domu kultury była hala sportowa.

Na tej hali rosła sobie brzózka po środku. Jeszcze wyżej były miejsca dla kibiców, lecz tam już nie wchodziliśmy. Pod moimi butami podłoga była ułożona z parkietu, który można było oderwać bez problemu, a o ścianę stał oparty obraz komunistyczny z sierpem i młotem.

Naszą explorację przerwało rąbnięcie autobusu, zwiastujące koniec zwiedzania. Więc pośpiesznie udaliśmy się do miejsca zbiórki. Zanim wszyscy się zeszli, wstąpiliśmy do małego sklepiku, w którym było składowisko wszystkiego. Wie ktoś z was, co to są liczydła? Starsi zapewne wiedzą, do czego one służą. Wychodząc ze sklepiku skierowałem swój wzrok na lampy przydrożne i dostrzegłem na nich symbole komunistyczne i głośniki. Miasto było przygotowane na Święto Pracy 1-go maja. Z tą refleksją wsiadłem do autokaru, który nas przewiózł pod sarkofag. Zwiedzając Prypeć byłem jak nowo narodzony, jednak kumpel poczęstował mnie wodą mineralną, a po niej zrobiło mi się niedobrze. Pod sarkofagiem było tłoczno, bo każdy chciał sobie zrobić z nim zdjęcie, a nas popędzano i straszono, że nasze radiometry mogą pokazywać za mały pomiar, bo są źle skalibrowane.

Wiem, że jeszcze byliśmy przy pomniku Prometeusza i Czerwonym Lesie, jednak te momenty wolałem przespać. Zjedliśmy obiad w restauracji po drugiej stronie sarkofagu, w której żywili się likwidatorzy szkód. Ja wychodząc z autokaru nagle poczułem pierwsze oznaki „choroby popromiennej” i puściłem pawia do kosza na śmieci. Cóż, to lepsze niż do klombu z kwiatkami, do którego miałem zamiar. Choć z posiłku przygotowanego w restauracji zjadłem tylko pomarańcze, to i tak byłem tym najedzony, a od rana nic w ustach nie miałem. Przed obiadkiem zmierzyliśmy swój poziom napromieniowania w specjalnych maszynach.

Wróciliśmy do Kijowa na prysznic, a w międzyczasie odnalazł się nasz kolega, który zaginął. Jak się okazało wpadł w ręce bandytów. Nie byli to zwykli bandyci, bo zostawili mu trochę kasy (polskich i ukraińskich pieniędzy) na podróż, zabierając telefon i paszport. Mówił, że wielu rzeczy nie pamięta, ale pamięta bagażnik samochodu… Nom, to przecież mógł być każdy z nas. Tak oto wróciliśmy do Polski bez większych problemów. Bardzo ciepło wspominam wyjazd i mam zamiar wybrać się tam kolejny raz. Już nie sam. Następnym razem postaram się zobaczyć więcej rzeczy, między innymi basen i przedszkole.

http://picasaweb.google.com/pawelet/CzarnobylTour2009#

 

  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  001
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  002
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  003
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  004
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  005
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  006
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  007
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  008
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  009
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  010
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  011
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  012
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  013
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  014
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  015
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  016
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  017
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  018
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  019
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  020
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  021
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  022
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  023
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  024
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  025
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  026
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  027
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  028
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  029
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  030
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  031
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  032
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  033
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  034
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  035
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  036
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  037
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  038
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  039
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  040
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  041
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  042
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  043
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  044
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  046
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  047
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  048
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  049
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  050
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  051
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  052
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  053
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  054
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  055
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  056
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  057
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  058
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  059
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  060
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  061
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  062
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  063
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  064
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  065
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  066
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  067
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  068
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  069
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  070
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  071
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  072
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  073
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  074
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  075
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  076
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  077
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  078
  • Ukraina - Kijow czarnobyl Prypec Pripiat Ghost Town  by pawelet  079
  • ukraina - kijow czarnobyl prypec pripiat ghost town  by pawelet  045

Komentarze   

+1 #2 http://www. 2015-08-12 14:26
Przedstawione w bardzo przystępny sposób. Pozdrawiam serdecznie.
Cytować
+2 #1 Franek 2013-12-30 10:13
Choć mam jedenaście lat interesuje się opuszczonymi miejscami a zwłaszcza Czarnobylem i Prypcią w przyszłości chciałbym tam pojechać :lol:
Cytować

Dodaj komentarz


Panel boczny

Promowani

 

 

 

EXPLORATION RUINS

 

Facebook


Kontakt: pawelet@wp.pl