Opuszczone budynki, imprezy, gry i wiele innych...
  • Relacja z I wypadu do Czarnobyla
  • Relacja z II wypadu do Czarnobyla.
jtemplate.ru - free Joomla templates

Sleeping Dogs - recenzja


Sceptycznie podchodzę do tytułów, które pierwszy raz słyszę. Widziałem w sieci reklamy tej gry, jednak okładka nie wywoła u mnie pozytywnych wrażeń typu: „Weź, kup to!” i dlatego tytuł odpuściłem. W tym roku będąc we wrześniu na Ukrainie byliśmy w sklepie z grami. Czy wiecie, że na Ukrainie można kupić legalnie pirata? Serio, kupujesz grę, a nawet paczkę przyzwoitych tytułów za grosze (15 – 25zł). Miejsca temu przypadkowi poświęcę w innej relacji, bo fakt ten w Polsce w obecnych czasach trudno sobie wyobrazić. Chodzimy sobie po tym sklepie śmiejąc się, że za 25zł można kupić wszystkie części Battlefielda. Moją uwagę przykuła gra, w którą grał młody chłopak w sklepie. Zapytałem sgo: „Izwinitję, kakaja eto kampjuciernyja igra?” – Sleping Dogs odparł młodzieniec.

Miałem chęć wziąć egzemplarz gry i kupić ją w kozackim kraju, ale rozmyśliłem się. Całkiem nie tak dawno udało mi się nabyć grę w cyfrowej dystrybucji na Muve Digital za 60-zł. Przecenione zostały też dodatki, które oscylowały w granicach 2-5zł. Zaszaleć i kupić komplet? Podstawkę wrzuciłem do koszyka, dodatek pierwszy: szybsze zdobywanie reputacji. Dodatek drugi: w mojej kryjówce będzie zawsze leżeć niezła giwera. Dodatek trzeci: jakieś ciuchy… kiedyś było się lamusem, bo aby mieć takie wyczesane rzeczy, wpisywało się specjalny kod. Dziś jest się frajerem, bo zamiast kodów producenci wpadli na pomysł jak łatwo się dorobić, nie narobić i jeszcze raz zarobić. Czyli gra mnie kosztowała 90zł. Czy dodatki okazały się niezbędne? Tak sobie. Najbardziej byłem rozczarowany, że z broni, która leżała przy zlewie w kuchni, ale o tym później. Ściągam grę, dodatki i startujemy. Menu bardzo egzotyczne i już zaczynam się wczuwać w dalekowschodni klimat. Nigdy mnie nie ciągnęły tamtejsze strony. Jedyne co mnie fascynowało, to filmy z wschodnimi sztukami walki. Gra idealnie oddaje klimat wschodnich bijatyk. Nasza przygoda zaczyna się od przerwanej transakcji narkotykowej. Musimy uciec przed glinami, które niespodziewanie zjawiły się na miejscu. Nasz bohater został jednak zatrzymany przez gliny. Wychodzi na jaw, że naszej postaci wszystko ujdzie płazem, bo sama należy do niebieskiej organizacji, która walczy ze zorganizowaną przestępczością. Siedząc w kiciu, bohater poznaje kumpla z dzieciństwa, gdy obydwaj są już na wolności. Przyjaciel wtajemnicza nas w kręgi swojego gangu. Potem mamy przyjemność zaznajomić się z systemem walki, który jest bezkonkurencyjny i nie spotkany w żadnej grze, którą miałem okazję zobaczyć. Najpierw mamy do dyspozycji jedynie ciosy zwykłe i mocne. Zdobywając poziom-reputację możemy odblokować zarówno nowe kombinacje ciosów,  jak i przydatne bonusy. Gdy wykupiłem szybsze zdobywanie reputacji, po wykonaniu pierwszych misji natychmiast odblokowałem sobie więcej niż połowę tych nagród. Czy zepsułem sobie zabawę? Niekoniecznie, całkiem fajnie było móc dużo szybciej wyrywać broń z ręki przeciwnikowi, lub włamywać się do pojazdu nie wybijając bocznej szyby. Chwaliłem system walki, dzięki któremu akcja w grze trzyma w napięciu jak wschodnie bijatyki, ale z samochodami nie jest już tak rewelacyjnie. Czy jazda wypadła fatalnie? Jest dużo gorzej niż w innych grach, ale gdy się przyzwyczaimy, wcale nie jest tak źle. Opisując Sleping Dogs, nie sposób nie nawiązać do jakiejkolwiek części nowszego GTA. Stwierdzenie że Sleping Dogs, to tanie GTA, jest nie na miejscu, ja bym tu użył raczej słowa „zamiennik”. Przyzwyczajeni jesteśmy, że produkty amerykańskiego studia nie dość, że są absolutnie doskonałe we wszystkim, to w nasze mózgi ładują pokładowe ilości amerykańskiej propagandy. W Sleping Dogs daje się czuć powiew nikczemnego Zachodu, ale otoczenie Hongkongu pozwala zapomnieć o kraju hamburgerów i Coca-coli. W tym mieście nie znajdziemy sieci restauracji, ale na rogach ulic możemy zjeść ze straganu przepysznego kurczaka na patyku, zupę rybną lub inne lokalne przysmaki, których nie mieliśmy okazji wszamać w amerykańskim Liberty City. W tym wspaniałym chińskim mieście prostytutki nie włóczą się po ulicach, jak w GTA, tylko stoją w ciemnych uliczkach, oferując swoje usługi w lokalnych mieszkaniach. Po mieście porozrzucane są kapliczki zdrowia, bardzo fajnie one się wkomponowują w otoczenie tego miasta, a przy okazji napotykając je i wykonując rytuał, zbierając ich określoną ilość, dostajemy premię do punktów życia. W miasteczku też są ukryte skrzynki, które można zbierać. Miasto jest piękne, ale jakoś puste, gdyby usunąć z niego chociażby te kapliczki i skrzynki, nie byłoby po co się kręcić po zakamarkach miastach. Wspominając o smaczkach tej gry i rzeczach, których nie widziałem gdzieś indziej, było też hakowanie kamer przemysłowych. Dzięki nim możemy, dawać cynk psom, że przestępcy wstrzykują marihuanę do żył. Większość operacji w grze będziemy wykonywać swoim supernowoczesnym, policyjnym smartfonem. Przyda on się nam zarówno do podkładania i kalibrowania czułości pluskiew, hakowania wcześniej wspomnianych kamer i pstrykania sweet foci na randkach.

Misje w grze są pełne akcji, napięcia i emocji, nie zabrakło w nich pościgów, elementów zagadek kryminalnych, łamigłówek. Gdy misja nam się nie powiedzie, zaczynamy od punktu kontrolnego, a nie jak w GTA od wypisu ze szpitala. Gdy nie wykonujemy misji i coś nam się stanie, wtedy już gorzej. Za wizytę w szpitalu musimy zapłacić. Fabuła jest fantastycznie wyważona, zaczynamy, jako pionek  gangu i staramy się być lojalni wobec rodziny. Jednak cały czas, dzięki naszemu działaniu, zaczynają do więzienia lądować pojedynczy bandyci. W pewnym momencie pada podejrzenie, że jesteśmy, kapusiem, ale okoliczności i późniejsze wydarzenia sprawiają, że uwaga od nas zaczyna się odwracać na ogólne wydarzenia. W pewnym momencie nasz przełożony chce przerwać akcję, nie wiedząc, że w hierarchii triad awansowaliśmy szczebelek wyżej, mogąc utorować drogę do jeszcze większych szych triady.

Gra jest fajna i ciężko odkleić się od monitora. Moja ocena tej gry to mocne 8 z plusem. Mogę się doczepić do kilku rzeczy, które wołają o pomstę do nieba, ale gdybym znał angielski, mógłbym napisać do producentów i pewnie by usunęli te uwagi. Pierwszą z nich jest dziwnie wytłumaczalne wybicie motocykla w jednej misji, gdy najedziemy na krawężnik. W jednej misji w pogoni za celem wpadamy do mieszkania i wszyscy są zdziwieni. Gdy po zakończeniu misji znalazłem owo okno i wskoczyłem do niego, nikt nie zareagował na moje wtargnięcie. Gość przed oknem palił papierosa. Baba spokojnie siekała marchew, gdy ze stołu zwaliłem jej butelki. Takich problemów jest jednak niewiele, dlatego grę i tak polecam.

  • Sleping Dogs by pawelet 001
  • Sleping Dogs by pawelet 002
  • Sleping Dogs by pawelet 003
  • Sleping Dogs by pawelet 004
  • Sleping Dogs by pawelet 005
  • Sleping Dogs by pawelet 006
  • Sleping Dogs by pawelet 007
  • Sleping Dogs by pawelet 008
  • Sleping Dogs by pawelet 009
  • Sleping Dogs by pawelet 010
  • Sleping Dogs by pawelet 011
  • Sleping Dogs by pawelet 012
  • Sleping Dogs by pawelet 013
  • Sleping Dogs by pawelet 014
  • Sleping Dogs by pawelet 015
  • Sleping Dogs by pawelet 016
  • Sleping Dogs by pawelet 017
  • Sleping Dogs by pawelet 018
  • Sleping Dogs by pawelet 019
  • Sleping Dogs by pawelet 020
  • Sleping Dogs by pawelet 021
  • Sleping Dogs by pawelet 022
  • Sleping Dogs by pawelet 023
  • Sleping Dogs by pawelet 024
  • Sleping Dogs by pawelet 025
  • Sleping Dogs by pawelet 026
  • Sleping Dogs by pawelet 027
  • Sleping Dogs by pawelet 028
  • Sleping Dogs by pawelet 029
  • Sleping Dogs by pawelet 030
  • Sleping Dogs by pawelet 031
  • Sleping Dogs by pawelet 032
  • Sleping Dogs by pawelet 033
  • Sleping Dogs by pawelet 034
  • Sleping Dogs by pawelet 035

***

Moja strona jest ukierunkowana głównie pod kątem ruchu Urban Exploration, więc mam grono odbiorców, którzy regularnie odwiedzają moją stronę. Druga grupa, trafia do mnie z linków innych stron, odsyłających do mojego WWW. Choć nie zależy mi na fajmie, to fajnie, gdy swoja praca trafia do szerszego grona odbiorców. Dzięki narzędziom webmastera Google dowiedziałem się, że najwięcej osób trafia na moją stronę przez wpisanie do googla frazę… Crisis 2. Inne słowa, dzięki którym Internetowi surferzy dryfują na moją stronę, również nie mają nic wspólnego z główną tematyką mojej strony. Dość zaskakujące, że gaming i PUNK sprawiają, że moja strona zyskuje wtedy najwięcej odsłon. Wyjątkiem jest tu polecenie mojej strony przez forgotten. Gdy Pan Admin poleci mój link, wtedy też przybywa blisko 100 wyświetleń dziennie.

Na publicystykę niezwiązaną z eksploracjami niestety nie mogę poświęcić więcej czasu, choć chciałbym. Gdy jednak potrzebuję coś wyrzucić z siebie, włączam netbooka i piszę to, na co mam chęć.

Dodaj komentarz


Panel boczny

Promowani

 

 

 

EXPLORATION RUINS

 

Facebook


Kontakt: pawelet@wp.pl